A potem wpadłam w mini szał i chciałam więcej zejść. No i jeść przestałam. W ogóle praktycznie. Jakiś jeden jogurt na dzień, czyli może z 70 kalorii i schudłam do 60kg nawet. Pięknie, pięknie. Tylko potem było okej, zaczęłam jeść i w ogóle wszyscy o jak fajnie schudłaś, a teraz nie mogę wrócić, nie mogę skontrolować. Faktycznie schudłam te kilogramy w przeciągu 3 lat, a "odchudzałam się" również od kiedy pamiętam. Zauważyłam efekt wtedy, kiedy UWAGA - przestałam się odchudzać ;) Tak w moim życiu jest z wieloma rzeczami. Obudziło mnie słońce wpadające przez okno, które świeciło mi prosto w twarz. Poleżałam jeszcze kilka minut, spojrzałam na zegarek, była 10:30. Wstałam, udałam się na dół, aby zjeść śniadanie. Wzięłam miskę, nasypałam musli i zalazłam jogurtem. Postawiłam miskę na stole, wzięłam łyżkę, usiadłam i zaczęłam jeść. 2,100 likes, 169 comments - ketobulka on May 26, 2022: "Cześć ️Mam na imię Solvita serdecznie witam Cię na moim profilu Po porzuc" . Świadome jedzenie to klucz do zdrowego odżywiania, kontroli sytości i zapanowania nad napadami głodu. Dzięki naszym wskazówkom zaczniesz cieszyć się każdym posiłkiem oraz piękną i szczupłą swoje porcjeNakładaj na talerz mniejsze porcje i staraj się nie zjadać do końca. Po jakimś czasie twój mózg przestanie kojarzyć uczucie sytości tylko z pustym talerzem. Ważne jest również przeżuwanie – rób to powoli i przetrzymuj pokarm w ustach możliwie jak najdłużej. Ten zabieg sprawi, że szybciej się nasycisz i lepiej strawisz swój jedzeniaTempo jedzenia ma ogromne znaczenia. Im wolniej tym lepiej, niestety nie jest to takie proste. Żeby sobie pomóc wystarczy po każdym kęsie odkładać sztućce i brać je z powrotem dopiero, gdy się celebrować każdy posiłek. Jedzenie zbyt szybkie jest często „byle jakie”. Dlatego unikaj spożywania posiłków na stojąco, przy kuchennym blacie, w biegu, prosto z pudełka czy torebki. Żeby tego uniknąć zawsze nakładaj jedzenia na talerz i jedz się na jedzeniuWiele badań wskazuje na to, że przez różne zewnętrzne bodźce jemy więcej niż potrzebujemy. Dzieje się tak, ponieważ mózg jest zajęty przetwarzaniem i nie wychwytuje do końca sprawnie hormonalnych sygnałów o sytości. W czasie posiłku odłóż na bok telefon, komputer, książkę czy telewizor. Skup się na że jedzenie to nie tylko smak. Może dostarczyć wiele innych przyjemnych doznań. Nie zapominajmy jednak, że jemy żeby żyć – nigdy odwrotnie. Dlatego jedz świadomie, delektuj się i celebruj swoje posiłki. Myśl o tym, że dobre i zdrowe jedzenie dale Ci siłę, zdrowie, odżywia Twój aby pić soki regularnie! Zapraszamy do skorzystania z naszych nowych dwóch zestawów: dieta warzywna 3-dniowa i dieta warzywna 5-dniowa. Na zdrowie! Zamawiajcie już dziś!Więcej o diecie sokowej przeczytasz na naszych innych wpisach:- Detoks sokowy - na czym polega i jakie są jego efekty?,- Dieta SIRTFOOD - zasady, kalorie, jadłospis - Detoks idealny wstęp do odchudzania- Jak przygotować się do detoksu sokowego fit metamorfoza przemiana5 27703Jestem Patrycja, mam 23 lata i 2 lata temu podjęłam najważniejszą decyzję w moim zacznę od tego jaka byłam kiedyś. Od najmłodszych lat toczyłam walkę z otyłością, tłumaczyli mi to jako przypadłość „grubych kości”. Całe dzieciństwo, nastoletnie lata jak i czasy szkoły średniej byłam dla większości ludzi pośmiewiskiem – gruba, szara mycha, bez swojego zdania, bojąca się opinii innych ludzi. Trafiałam na osoby, które traktując mnie jak „przyjaciółkę” wyzyskiwali ze mnie co się tylko dało. Ale jak czegoś nie miałam, to „przyjaźń” się zero szacunku do swojej osoby – bo po co skoro inni Cię nie szanują, zamknięcie się w swoim świecie – czarno-białe barwy to podstawa chociaż za dzieciaka było najgorzej ale liczyłam na to, że "wyrosnę z tego" , jednak to nie takie proste. Mimo że byłam aktywna fizycznie, grałam w siatkówkę w drużynie szkolnej, to jadłam co popadnie. Postrzegałam się jako cichą, szarą myszkę bo wszyscy tak uważali to i ja też – niby mózg miałam nie od parady ale strach przed zdaniem innych ludzi robił swoje. Pierwsze kroki mojego odchudzania kończącego się zazwyczaj po miesiącu z braku efektów stawiałam już w próby schudnięcia – niby dieta taka o na oko tylko żeby było zdrowo trochę ćwiczeń też nie przynosiły zamierzonych efektów, bo jadłam dużo ale no przecież przez 2 tygodnie później przez miesiąc laba, później znowu 2 tygodnie odchudzania i tak przez całą szkołę średnią. Z dnia na dzień byłam bardziej przekonana o tym że już zawsze będę wyglądać jak pulpet i już się z tym pogodziłam. Szkoła średnia minęła iiii… przyszły wakacje, poważniejsza praca, więc chciałam spróbować kolejny raz. Dostałam dietę 800-1000 kcal. Spadłam niby z wagi 10 kg, ale w momencie gdy przestałam, bo byłam głodna, źle się czułam, ponieważ 800-1000 kcal dziennie to naprawdę jest za mało, przytyłam w ciągu miesiąca dwa razy tyle i znowu wszystko odpuściłam. Miałam do siebie pretensje, że znowu nie tego że nigdy dużo nie jadłam. 2-3 posiłki dziennie to było maximum, które byłam w stanie zjeść to i tak rosłam w szerz. Pogodziłam się z takim wyglądem i przez dobry rok nic nie robiłam w tym kierunku. Znowu przyszedł nowy rok, a ja ważyłam 112 kg ! Postanowiłam znowu coś z tym zrobić, pogłębiająca się depresja, coraz większy rozmiar ciuchów, problem z wchodzeniem na 4 piętro po schodach - masakra. Wszystko zaczęło się w 2016. Niby olałam to odchudzanie a jednak patrzyłam się z zazdrością na zdjęcia trenerek, dziewczyn po metamorfozie. Sama chciałam tak wyglądać, ale każda próba kończyła się tak samo. Śledziłam profile kilku trenerek fitness i czekałam na takiego dużego kopniaka. W czerwcu kupiłam nawet karnet na siłownię. Zaczynałam od zajęć na trampolinach – polecam, są mega ;), miałam tylko jedną konsultację z trenerem personalnym i na tym się skończyło bo wstydziłam się ćwiczyć na maszynach z hantlami i sztangach. Miałam wrażenie, że wszyscy się na mnie patrzą, śmieją się ze mnie, więc nawet nie próbowałam. Postawiłam na trampoliny i rowery albo czasem bieżnie. Zaczęły się wakacje i znowu odpuściłam, nie zdrowe jedzenie, lody, czekolada, która darzę miłością nieodwzajemnioną ;D więc wszystko co schudłam znowu wróciło razy .W połowie sierpnia zrobiłam krok w przód, napisałam do trenerki online z pytaniem o szczegóły współpracy. Miałam faceta, którego kochałam ponad wszystko - bo akceptował tą cicha, nudną, grubą mychę. Podjęłam decyzję, że zrobię to dla niego nie dla siebie - bo w tamtym momencie liczył się tylko 30 sierpnia 2016 roku - przełomowy dzień w moim życiu - podjęłam współpracę z trenerką online. Dostałam plan treningowy, dietę rozpisaną pod moją kalorykę - na początku było to 1900 kcal. Pamiętam do tej pory jak ciężko było mi zjadać te 4 posiłki . Śniadanie i kolacja dla mnie to była zupełna nowość - bo nigdy ich nie jadłam. Najgorszy był pierwszy trening. Ooo Boże jak ja wariowałam, obserwowałam ludzi czy się patrzą, czy ktoś przypadkiem się nie śmieje. Ale dotarłam do końca i byłam DUMNA, z siebie. A zakwasy na drugi dzień były nie do opisania. W ciągu pierwszych 2 miesięcy spadłam z wagi prawie 10 kg. I tu stała się wielka krzywda, mimo efektów i motywacji - oberwało moje serce. Zostałam sama - facet dla którego chciałam się zmienić zostawia mnie bez słowa wyjaśnienia. Depresja, przestałam jeść, ciągle tylko płacz, łzy i nic więcej, chodziłam na siłownie bo musiałam, ale to było jedyne miejsce gdzie nie myślałam. Były momenty, gdzie robiąc nogi na maszynie do przywodzicieli płakałam. I wtedy siłownie odwiedzałam codziennie, zaczęła mnie leczyć, lepiej niż jakiekolwiek leki. Zaczęłam jeść, nie miałam czasu myśleć, bo brakowało mi godzin w dobie. Ubytek wagi i treningi tak mnie motywowały że chciałam więcej i więcej. Już nawet nie zwracałam uwagi na ludzi na siłowni. Treningi zaczynały stawać się codziennością, bez której nie wyobrażałam sobie dnia. Trzymanie diety weszło mi już w krew i nie miałam najmniejszego problemu z tym by utrzymywać plan w 100 %. Kolejne dwa miesiące od listopada do stycznia waga spadła o kolejne 10 kg. W nowy rok weszłam z nową energia i wielką chęcią działania dalej. Przestałam też tęsknić - już nie robiłam tego dla tego faceta tylko dla siebie. Ja zaczęłam być najważniejsza. Ja, moje zdrowie i osiągnięcie celu!Moja sylwetka zmieniła się nie do poznania (z rozmiaru 48-50 do rozmiaru 38 - 40). Zmieniła się również moja psychika. Zaczęłam zauważać rzeczy oraz stosunek innych do mnie, które kiedyś nie robiły mi różnicy. Stałam się pewniejsza siebie i tego co robię. Zaczęłam czerpać wiedzę na temat zdrowego odżywiania i treningów. Kolejne miesiące to kolejny ubytek 10 kg. Było to już wolniejsze, ale motywacja mi nie spadała, bo wspierało mnie wiele osób. Treningi 4 razy w tygodniu, sztanga którą pokochałam i przede wszystkim świadome i zdrowe odżywianie. Były momenty że pochłonęłam tabliczkę czekolady czy zjadłam jakiegoś fast fooda - umiar tu jest najważniejszy. Ale kolejnego dnia wstawałam z dobrym humorem nie obwiniając się o nic. Zaczęłam z kaloryką 1900 kcal, 3 treningi w tygodniu plus ogólna aktywność w ciągu dnia. Na początku moja suplementacja kończyła się na izolacie białka po treningu lub jak posiłek. Później stopniowo zaczęłam z trenerką wprowadzać inną suplementację, był to kompleks witamin, witamina C, witamina D3+K2, kompleks witamin z grupy B, L-Karnityna, łagodny spalacz tłuszczu - Shaper i kolagen. Produkty, które mogą Cię zainteresować: Sport Definition That's the Whey ISOLATE - 600-640g119,99 PLN Zobacz Produkt 6PAK Nutrition LIFE PAK - 180g39,99 PLN Zobacz Produkt Sport Definition Shape Definition [That's for Her] - 120 PLN Zobacz Produkt Dalej walczę o wymarzoną sylwetkę, bo mimo że już tyle schudłam dalej mam nadmiar kilogramów. Przy wzroście 174 cm ważę 80 kg. Dla mnie to już jest mega sukces, bo nigdy nie pomyślałabym że mogę tak wyglądać, tak się czuć i przede wszystkim inaczej podchodzić do życia. Ja w to nie wierzyłam, nikt w to nie wierzył, bo podejmowałam tyle prób i każda kończyła się porażka. A teraz jestem tu - minął rok odkąd schudłam, zdarzały mi się upadki ale zaraz szybko wracałam na dobre tory. Osiągnęłam swój cel - chciałam schudnąć - ale nie tylko to dostałam w zamian - otrzymałam nową Patrycję i z tego jestem dumna. Kolejne miesiące redukcji będą dla mnie tylko przyjemnością, bo wiem że jestem w dobrym miejscu i przede wszystkim robię to co kocham ! Teraz wiem, że jeśli ma się dobry plan i spełnia się go na 100% to wszystko da się osiągnąć. Postanowiłam spełniać swoje marzenia, bo czekanie aż one się spełnią nie ma sensu, bo nigdy to nie nastanie. A najważniejsze - jeśli chcecie coś zmienić, róbcie to przede wszystkim dla siebie - nie dla innej osoby, nigdy nie wiadomo kiedy zniknie z naszego życia.@gym_and_fitSprawdź już teraz idealne suplementy diety, przygotowane dla Twoich potrzeb Witam, jeśli miała Pani za sobą tyle nieudanych epizodów normalizowania masy ciała, myślę, że najlepiej dla Pani zdrowia byłoby pozostawać pod opieką lekarza, dietetyka i psychologa (ponieważ wspomniała Pani o „epizodach bulimicznych”). Tylko takie wielokierunkowe „natarcie” pozwoli Pani stanąć na nogi i przejąć stery nad własną masą ciała. Myślę, że warto zastanowić się nad tym, czy organizm funkcjonuje prawidłowo i wykonać podstawowe badania, czasem zdarza się, że „metabolizm siada”, bo np. występują jakieś zaburzenia (dosyć często hormonalne). Rozważyłabym również zmianę tabletek antykoncepcyjnych na inne, jeśli zaobserwowała Pani przybierania na wadze w czasie przyjmowania preparatów. Generalnie zakłada się, iż antykoncepcja doustna nie powoduje przybierania na wadze, niemniej nadal część kobiet zgłasza taki efekt uboczny. Bardzo pomogłoby mi podanie przez Panią jednego przykładowego jadłospisu, wraz z rodzajem i ilością wypijanych płynów, godzinami posiłków. Odnośnie do odżywiania proszę zajrzeć tu: Zachęcam do codziennego ruszania się. Być może udałoby się Pani poza aerobikiem i wf-em uczęszczać na basen lub ćwiczyć w domu? Zapraszam na Pozdrawiam A propos dzisiejszej grafiki o spodniach dresowych, robiłam ją tak, jak zazwyczaj, uśmiechając się pod nosem. Myślałam wtedy o sobie, swojej figurze, odchudzaniu i o tym, jak bardzo zmieniło się moje podejście do tematu przez ostatnie miesiące. Po urodzeniu trzeciego syna bardzo źle czułam się w swoim ciele. Mój brzuch wisiał, ja miałam sporą nadwagę i to był moment w moim życiu, w którym zaczęłam ćwiczyć. Nienawidziłam sportu. Tego fikania, potu, zmęczenia po treningu. Ale zaskoczyłam. Spodobało mi się. Po części była to zasługa trenerki, po części fajnej siłowni, ale przede wszystkim motywacji. Żeby podejść do plastyki brzucha, musiałam maksymalnie schudnąć. I schudłam. Może nie tak jak planowałam, ale wyrobiłam się do zabiegu. Po operacji musiałam czekać kilka miesięcy, aż moje pozszywane mięśnie znowu będą mogły ćwiczyć. I wróciłam na salę. Wtedy właśnie wkręciłam sobie, że będę znowu wyglądała jak dwudziestopięciolatka. Trochę wysiłku, dietka i wystarczy. Mój 35 letni organizm, po trzech ciążach postanowił jednak pokazać mi fuck you. Ćwiczyłam nawet pięć razy w tygodniu, trzymałam dietę, ważyłam posiłki, pilnowałam ich ilości, ograniczyłam to, co mnie uczula (co pokazały testy na nietolerancję) i nie mogłam zejść poniżej 62 kg. Teraz ważę 65 kg. I jest mi z tym bardzo dobrze. Nadal ćwiczę – 2 razy w tygodniu i nie jest to siłownia, tylko Pilates. Za namową mojej fizjoterapeutki nie skupiam się na postępach tylko na „utrzymaniu dobrostanu” – życia bez bólu kręgosłupa. Przestałam koncentrować się na kaloryczności dań. Dbam o to, by jedzenie było zdrowe – jaja i mięso ze wsi, warzywa z ogrodu, dobrej jakości sery, makarony. Kocham jeść. I nie chcę sobie odmawiać pysznego francuskiego rogalika, którego upiecze mi mąż, serniczka wkurwiczka, spaghetti, które kocham, pizzy własnej roboty, czy świeżo upieczonej bagietki po to, by ważyć 3 kg mniej. Nie potrzebuję tego rodzaju negatywnych uczuć w życiu. Zaakceptowałam siebie całkowicie. Przyjęłam z całym dobrodziejstwem inwentarza. Nie jestem wobec siebie zbyt surowa. Z pewnością nie mam figury fotomodelki, ale pogodziłam się z tym, że nie będę jej miała. Staram się nie jeść gówna, choć czasem, gdy najdzie mnie ochota na BigMaca to po prostu go jem i tyle. Bez zbędnych wyrzutów sumienia. Co zrobisz, jak nic nie zrobisz – mawia moja siostra. No nic nie zrobię, że mąż szkolił się W Le Cordon Bleu w Paryżu, w Toskanii, u Michela Roux w Londynie, u Kurta Schellera czy Tomka Jakubiaka. Nic nie poradzę na to, że to co gotuje to jest niebo w gębie, albo i kosmos. Co mam począć? Owies jeść, czy jak? Słaba jestem i pogodziłam się z tą swoją słabością, a co za tym idzie z fałdeczkami i większym biustem. Pogodziłam się z pęcinkami, na których nie dopną się żadne kozaki. Pogodziłam się z jeansami z wysokim stanem, w które wszystko można upchnąć. Zgadzam się pokornie na moje M i już nie marzę o XS. Jestem zdrowa, ważę tyle, ile powinnam, zatem nie wyznaczam sobie wyimaginowanych ograniczeń po to, żeby wypiąć poślady na basenie na urlopie. Nie mam absolutnie nic przeciwko wypinaniu, szczególnie kiedy są piękne, zadbane i opalone. Ja mam po prostu inne priorytety. Dopóki mnie nie przyciśnie guzik ulubionych jeansów będę jadła swobodnie i dbała o kondycję na treningach. Lubię siebie teraz, dużo bardziej niż tę trzy kilo szczuplejszą. Lubię siebie dokładnie taką, jaką jestem. Ciągle głodną. Ania Jaworska – MumMe Jeśli spodobał Ci się mój wpis udostępnij go proszę, klikając UDOSTĘPNIJ (kopiuj/wklej nie jest udostępnieniem). Polub moją stronę na Facebooku Zajrzyj na mój Instagram

zaczęłam jeść i schudłam